11 . 11

Kabiety ź
Lačebna-
Pracoŭnaha
Prafiłaktoryju

usie jak adna ŭ vosieńśkim uzroście —
miatuć listapaddzie svajho žyćcia.

Iŭja haliny j buraje traŭje
nakručvajuć pasmy tumannaj voŭny,
pieraŭtvarajučy ŭ krochkaje inieŭe.

Źleva žudasny kryk svińni.
Być zabitaj u chałodnym tumanie,
brud zalić žyvoju kryvioju
chiba nie strašna?

U styłaj kramie
“Bieły Ručaj“
na hołych palicach —
samotny ščarśćviely baton.

Vocat. Chałva. Kaŭbasa.
Małočna-śmiatannyja ručai
raźlityja pa pakietach.

Pa-dykarsku pryhožaja pradavačka
ŭ žaletcy sa štučnaha futra —
mierźnie by toj baton.

Ujaŭlaju jaje ŭ ćmianaj piačory
pieršabytnych časoū:
u źviarynaj skury,
z hordym pozirkam —
vartuje Ahoń.

— A ŭ vas ža tut
nejkaja jość buržujka..? —
pytajusia, bo nešta dymu nia bačyū.

Chmykaje:
— Nie pryjšoŭ. Zapiŭ…

Каментаванне забаронена.